Archiwa blogu

USA przeprowadza akty terroru aby usprawiedliwiać niekończącą się wojnę

The US Conducts Acts of Terrorism to Justify Endless War

http://wariscrime.com/new/the-us-conducts-acts-of-terrorism-to-justify-endless-war/

Autor: Carl Herman, 23 XI 2012 r.; przekład: Ussus

warlong-300x220Wesley Clark, Naczelny Dowódca Połączonych Sił Zbrojnych NATO w Europie, przyznał w tym dwuminutowym nagraniu, że USA planowało obalenie siedmiu państw po zamachach 11 IX: Iraku, Syrii, Libanu, Libii, Somalii, Sudanu i Iranu.

Pentagon przyznał się do tej strategii (tutaj, tutaj i tutaj):

1. USA będzie prowadziło działania terrorystyczne w państwach, które chce kontrolować;

2. USA będzie kontynuować te działania aby prowokować odwety;

3. USA będzie „etykietkować” odwety jako „ataki terrorystyczne” w celu usprawiedliwiania akcji zbrojnych mających na celu obalenie wybranych rządów.

Zatem amerykańska polityka „wojny z terroryzmem” jest prowadzona z premedytacją; 9 IX był pozorem, NIE był przyczyną.

W rzeczywistości prawo wojenne i dwie rezolucje ONZ umożliwiają międzynarodową współpracę mającą na celu wykrywanie terrorystów powiązanych z 9 IX, aresztowanie ich, sądzenie.

USA gwałci prawo, nie uznaje zobowiązań traktatowych, zabijając pomad milion ludzi od czasów 9 IX. I jak dotąd wydając na te „cele” 4-6 biliona dolarów należących do amerykańskich podatników (40000 – 60000 dolarów na gospodarstwo domowe).

Te zbójeckie państwo skończy się, gdy Amerykanie z wojska, organów ścigania, rządu, mediów, edukacji innych organizmów publicznych wzniosą się na odpowiedni poziom intelektualny i moralny aby zorientować się, że „cesarz jest nagi”.

Bezprawna polityka Stanów Zjednoczonych doprowadziła do zamordowania 20-30 milionów ludzi od 1945 r. w otwartych i ukrytych wojnach. To długa historia kłamstwa, łamania postanowień pokojowych prowadzona by kraść ziemię i zasoby. Jak już wspomniałem: Read the rest of this entry

Japonia – satelita amerykańskiego imperium

Japan: America’s Imperial Proxy

http://sjlendman.blogspot.com/2012/08/japan-americas-imperial-proxy.html

Autor: Stephen Lendman; 20 VIII 2012 r.; przekład: Ussus

Enola Gay i pułkownik Paul Tibbets – od tego zaczęła się japońsko-amerykańska „współpraca”.

15 VIII 1945 r. Japonia ogłosiła kapitulację. 2 IX 1945 r. Oficjalnie zakończyła się druga wojna światowa. Japoński minister spraw zagranicznych Mamoru Shigemitsu podpisał akt kapitulacji na pokładzie USS Missouri. Obie daty oznaczają „zwycięstwo nad Japonią” lub „zwycięstwo na Pacyfiku”.

Koniec wojny oznaczał początek okupacji. Generał Douglas MacArthur został wojskowym zarządcą. Rządził podbitym państwem.

Do dzisiaj, po 67 latach, Japonia pozostaje pod okupacją. Amerykańsko-Japońskie Porozumienie Wojskowe (SOFA) określa warunki na podstawie których amerykańskie wojsko pozostaje i funkcjonuje w Japonii.

Chalmers Johnson w książce „The sorrows of empire” [Smutki imperium] tak oto opisuje SOFA:

„Amerykańskie enklawy wojskowe strukturalnie, prawnie oraz zasadniczo różne od kolonii są jednak same w sobie czymś w rodzaju mikrokolonii jako że pozostają zupełnie poza jurysdykcją okupowanego narodu.”

„USA w zasadzie zawsze ustalają ‚statusy dla sił wojskowych’ z rzekomo niepodległymi narodami – gospodarzami; to nowoczesna wersja chińskiej ‚eksterytorialności’ z XIX w. – gwarantowała obcokrajowcom oskarżonym o różnego rodzaju przestępstwa ‚prawo’ do sądu według prawa kraju, którego był obywatelem.”

Większość tego typu porozumień amerykańskich odmawia gospodarzom jurysdykcji nad amerykańskim personelem cywilnym i wojskowym, który popełnia przestępstwa. Wyjątki zależą jedynie od woli okupanta.

Amerykańskie bazy uzurpują, krzywdzą i obalają lokalną władzę. Zabezpieczają swoich przed odpowiedzialnością za morderstwa, gwałty, inne przestępstwa, nieznośny hałas, zanieczyszczenie, zatrucie środowiska i spadek wartości ziemi.

Pozwala to amerykańskim żołnierzom upijać się, powodować szkody, ignorować miejscowych. Często zaczepiają, gwałcą i mordują miejscowe kobiety. Żaden kraj nie powinien tolerować takich okoliczności jakie panują na Okinawie.

Jest to japońska najbiedniejsza południowa prefektura. To jak amerykańskie Puerto Rico. To wieloletnie pole bitwy prowadzonej przez Okinawian wobec Amerykańskiej okupacji i własnym rządom.

Waszyngton przywłaszcza sobie około 20 % wpływów z podatków od nieruchomości. Okinawa jest pod ciężką okupacją. Mieszkańcy tracą prawa. Pozostają sługami amerykańskich interesów. Amerykańscy wojskowi oraz cywile cieszą się przywilejami niedostępnymi dla jej mieszkańców.

Warunki SOFA uzgodnione dekady temu pozostają w mocy. Kiedy Japonia powstanie i przestanie zachowywać się jak dziecko? Kiedy zapewni sobie suwerenne prawa?

Kiedy postawi własne interesy nad interesy amerykańskie? Kiedy wyśle Amerykanów do domu? Kiedy zda sobie sprawę, że przyszłość leży w Azji a nie w szkodliwych relacjach z Ameryką?

Japonia jest w rzeczywistości kolonią Stanów Zjednoczonych. Pozwala traktować się jak satelita lub państwo wasalne. Przedkłada prawa Waszyngtonu nad swoje własne. Służy imperialnym interesom amerykańskim. To szkodliwe postępowanie, pewnego dnia pożałuje tego.

Waszyngton traktuje ziemie Azji jak swoje własne. Rząd i Kongres uważają się za suwerennych władców ziem i wód Wschodniej Azji, chcą tam swoich baz. W czerwcu, sekretarz obrony Leon Panetta powiedział, że do 2020 r. około 60 % amerykańskich sił morskich zostanie rozlokowanych na Pacyfiku.

Wzmacnianie amerykańskiej obecności jest częścią nowej imperialnej strategii. Chodzi o rywalizację z Chinami; izoluje to Pekin w jego regionalnych relacjach; to recepta na zaostrzone relacje i ewentualną konfrontację. Read the rest of this entry

Unia Europejska ustanawia fundusz na rzecz walki z tyranami

Color Revolution Contribution?: The European Union establishes a fund to fight tyrants

http://www.charter97.org/en/news/2012/6/26/54308/

Chartija97, 26.06.2012 r.; przekład: Ussus

Kraje Unii Europejskiej uzgodniły utworzenie funduszu na rzecz demokracji.

Fundusz powinien zacząć działać w następnym roku i w pierwszej kolejności jego działania zostaną wymierzone w kraje sąsiadujące z UE jak Białoruś, gdzie ludzie masowo idą do paki za krytykowanie prezydenta Aleksandra Łukaszenki [i masowo przekraczają granice z UE / polskojęzyczną strefą – Ussus].

Fundusz jest wymysłem polskiej prezydencji z czerwca 2011 r. i będzie funkcjonował głównie na zasadzie instytucji grantowej.

„Pro-demokratyczni”, młodzi przywódcy, społeczeństwo obywatelskie, niezależne media, fundacje, instytucje edukacyjne – wszyscy oni będą mogli napchać się podatkami europejskich ludziowców.

Nastia Palashanka, 21-letnia przodowniczka pracy [na rzecz demokracji] – liderka Frontu Młodych – twierdzi, że większe wsparcie UE może pomóc „obudzić” białoruskie społeczeństwo. Wielu młodych Białorusinów, mówi, siedzi cicho z obawy przez pójściem do mamra.

„Łukaszenko obawia się przebudzenia tej masy. Dlatego na uniwersytetach często oblewa studentów, a w pracy grozi ich rodzicom wilczym biletem”, dodaje młoda traktorzystka.

Polskojęzyczny minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski powiedział w poniedziałek  ścierwomediom w Luksemburgu, że instytucja ta „da szybkiego i efektywnego kopa w górę” krajom znajdującym się w bezpośrednim sąsiedztwie UE.

Kandydaci nie będą aplikować o granty przyznawane z funduszu. To biurokraci z Brukseli będą decydować kto dostanie forsę [Bruksela locuta, causa finita].

Fundusz będzie finansowany z podatków płaconych przez podatników.

Sikorski powiedział, że jeśli wszystko pójdzie dobrze, to „przed zakończeniem roku” zostanie wybrane miejsce na wybudowanie kwatery głównej funduszu, zostaną zatrudnieni jego pracownicy i zostanie ustalona pięciolatka.

Ministrowie spraw zagranicznych także w poniedziałek przyjęli globalną strategię UE dotyczącą praw człowieka i demonkracji; wezwali do utworzenia posadki „ministra” UE do spraw demokracji i praw człowieka.

„Tym pakietem rozwiązań chcemy usprawnić politykę UE w sferze praw człowieka”, powiedziała Catherine Ashton, szefowa unijnej polityki zagranicznej UE.

Pomoże to prowadzić politykę, usprawni podejmowanie decyzji w kwestii praw człowieka oraz bilateralnych i multilateralnych relacjach UE z pozostałymi państwami.

Wytyczne nowego pomysłu koncentrują się na wolności słowa i wolności zgromadzeń.

Planowane jest wywieranie nacisków na różne kraje, by ratyfikowały międzynarodowe traktaty tyczące się praw człowieka. Uwagi nie umknie także prawo unijne w tej kwestii.

Ashton oczekuje powołania nowego przedstawiciela – który będzie sprawował urząd przez dwa lata – w tym tygodniu.
Lotte Leicht, dyrektor unijnego Human Rithts Watch, potwierdza, że głównym celem jest reagowanie na aktualne wydarzenia na świecie, podczas których ludzie podnoszą głowy i obalają reżimy.

„Obalenie autokratycznych reżimów w Europie w 1989 r. oraz powstania narodów podczas tzw. arabskiej wiosny pokazują, że siła ludzka jest bezwzględnie większa niż siła ludzi będących przy sterach rządów”, twierdzi.

„Jutro rozpocznie się ciężka praca na rzecz przebudzenia świata; będziemy obserwowali w praktyce poczynania krajów UE i unijnych instytucji w apostolstwie demokracji”, dodaje.

[Artykuł pochodzi z demonkratycznego źródła. Tamto mi. jest promowana akcja „Don’t play with the dictator” mająca na celu odebranie Białorusi mistrzostw świata w hokeju na lodzie w 2014 r. Żal, że aż d. ściska. Przecież każdego rodzaju miszczostwa zawsze demokratyzują i dają cywilizacyjnego kopa zacofanym krajom, Polsce w szczególności.]

Grożenie Chinom: Zaangażowanie USA i Japonii na Morzu Południowochińskim

THREATENING CHINA: South China Sea: U.S.-Japan Military Deployments Put Region At Risk

http://globalresearch.ca/index.php?context=va&aid=30697

Autor: Zhou Yongsheng, Global Research, 5 V 2012 r.; przekład: Ussus

Zagraniczna interwencja wojskowa na Morzu Południowochińskim staje się realna mimo sprzeciwu Chin. W ostatnim tygodniu USA i Japonia zawarły nowe porozumienie o wspólnym użytkowaniu baz wojskowych na Pacyfiku.

Według medialnych doniesień, Japońskie Siły Samoobrony [od zakończenia II wojny światowej, Japonia oficjalnie nie posiada wojska, a jedynie „siły samoobrony” – Ussus] będą stacjonowały wraz z wojskami USA na Filipinach. Gdy tylko Manilia się zgodzi, Japonia, USA i Filipiny przeprowadzą wspólnie specjalne szkolenie w filipińskich bazach.

W ostatnich latach, kraje takie jak Wietnam i Filipiny, prowadziły rozległe interesy dzięki wydobyciu gazu i ropy w rejonie Morza Południowochińskiego.

Popychane przez własne interesy gospodarcze, gonią za przyszłą ekspansją terytorialną, co wzmaga napięcia w regionie. Zdają się zbliżać do Japonii i USA, aby odsunąć Chińczyków od Morza Południowochińskiego, do którego ci mają prawo.

Umożliwia to Stanom Zjednoczonym i Japonii łatwe zaangażowanie się w sprawy Morza Południowochińskiego.

W procesie skupiania strategicznej uwagi na rejonie Azja-Pacyfik, Południowa Azja jest ważną częścią dla USA. W ciągu ostatnich dwóch lat, USA zwiększają swój wkład w sprawy Południowej Azji. Read the rest of this entry

Ugandyjska ropa i US Africa Command – narzędzie rekolonizacji Afryki

UGANDAN OIL: US Africa Command a tool to Recolonise the African Continent

http://globalresearch.ca/index.php?context=va&aid=29798 

Autor: Dr Motsoko Pheko, Global Research, 15 III 2012r.; przekład: Ussus

[W wielu tego typu artykułach padają słowa „Amerykanie”, „Ameryka”, „Amerykanie to, rząd USA tamto”. Jest to mylące. W rzeczywistości często chodzi o interesy kompleksu jot, który chowa się za amerykańską flagą. – Ussus]

USA Africa Command, przez Amerykanów nazywana „Africom”, jest częścią departamentu obrony USA. Africom został utworzony w 2007 r., za drugiej kadencji prezydenta Georga W. Busha. Działo się to dwa miesiące po tym jak Ameryka zbombardowała małe Afrykańskie państwo – Somalię – doprowadzając je do ruiny; nadto dzięki temu Somalia niszczy dzisiaj afrykański i międzynarodowy handel. Na wybrzeżu tego kraju nieustannie grasują piraci i porywacze. Jest to rezultat wcześniejszej amerykańskiej inwazji na ten kraj, której celem było nielegalne rozszerzenie wpływów ekonomicznych. Polityczna niestabilność Somalii stwarza obecnie problem „terroryzmu” dla krajów Wschodniej Afryki takich jak np. Kenia.

W październiku 2011 r. Institute of Security Studies [Instytut Studiów Bezpieczeństwa – Ussus] przeprowadził w Pretorii, w Republice Południowej Afryki, seminarium o amerykańskiej polityce bezpieczeństwa w Afryce i o roli Africomu. Głównym prelegentem był amerykański ambasador w RPA. Prezentował czym jest „niemilitarna perspektywa dla Africomu.” W ten sposób rzekomo „oddzielił fakty od fikcji i plotek oraz rozwiał nieporozumienia i przesądy wobec Africomu.”

Amerykańscy apologeci sugerują, że cel utworzenia tej amerykańskiej struktury wojskowej pod dowództwem amerykańskiego departamentu obrony „ewoluował wobec tego, co rząd USA zakładał pierwotnie – budować swoje kwatery dowódcze w Afryce.”
Wygląda na to, że nawet w XXI w. rząd Stanów Zjednoczonych Ameryki nie respektuje suwerenności afrykańskich państw oraz terytorialnej integralności kontynentu. Jeśli byłoby inaczej to wiedziałby, że Afrykańczycy mają narodowe i kontynentalne interesy oraz prawo do ich obrony. Pomoc powinna być udzielana po wyrażeniu prośby o nią. Ci którzy chcą pomocy, powinni wiedzieć jakiego rodzaju pomocy potrzebują. USA nie ma prawa narzucać Afryce Africomu, dzieląc kontynent i rozbijając Unię Afrykańską. Ameryka chce by jej interesy przeważyły nad interesami Afryki.

Afrykańczycy pamiętają bolesną historię transatlantyckiego handlu niewolnikami, rasizm i kolonializm krajów, które nazywały siebie „cywilizowanymi”, lecz zachowywały się w sposób odmienny od cywilizowanego. Poniżyli ludność Afryki i nie widzieli w tym nic złego. Nigdy nie okazały skruchy za nieludzkie czyny ani nie zaoferowały żadnych reparacji za spowodowanie ogromnych zniszczeń. Uparte narzucanie Africomu Afryce jest niepokojące. Read the rest of this entry

ACTA nad Wisłą

Za kilka dni rządziciele nad Wisłą najprawdopodobniej podpiszą ACTA. Politycy w naszym kraju aż przebierają do tego nogami – tak są pozytywnie nastawieni wobec różnych cenzorskich zamierzeń. Wbrew bowiem obiegowym opiniom nie są aż tacy durni za jakich uchodzą (każdy lubi trochę na nich popsioczyć, to jak element savoir vivre; ale i tak potem wielu leci do urn). Sama durnota, nawet jak najbardziej poważna, nie wystarczyłaby do zrujnowania tak zasobnego kraju jak Polska i uczynienia z niego pustyni bez rolnictwa, przemysłu, bez niczego. „Polscy” prezydenci, premierzy, ministrowie, posłowie… bardzo dobrze wiedzą, że:

  • W Polsce internet jest powszechnie dostępny dopiero od 6 – 7 lat. Powszechny dostęp oznacza mniej więcej to, że zwykły obywatel, który może pomarzyć o zarabianiu średniej krajowej pensji, może pozwolić sobie na zainstalowanie łącza stałego. Kilka lat temu mógł korzystać jedynie z połączenia modemowego – astronomicznie drogiego dostępu do internetu (młodsi pewnie już nie wiedzą, że kosztowało to tyle co telefoniczna rozmowa lokalna według stawki operatora).
  • Popularność i zaufanie do mediów tradycyjnych spada na łeb, na szyję. Tylko w sondażach partie cieszą się „zaufaniem” wyborców. Politycy wiedzą, że udział w nich bierze tylko żelazny elektorat (każdej partii), a większość odkłada słuchawkę gdy zorientuje się o co chodzi. Wielu ludzi ogląda wiadomości w telewizorni już tylko z przyzwyczajenia i dlatego, że nie wie gdzie szukać uczciwej informacji (cokolwiek wpiszą w googla to wyskoczy im wikipedia). W internecie, w taki lub inny sposób, można znaleźć też lepszą, ciekawszą rozrywkę niż w tradycyjnej mediodajni. Łączy się to także ze spadkiem wpływów z reklam (media państwowe chcą bronić swojej pozycji) – próbuje się więc temu zapobiegać poprzez krępowanie internetu.
  • „Alternatywny” internet – blogi i serwisy internetowe uczciwie przedstawiające problemy polityczne, społeczne, ekonomiczne cieszą się coraz większą popularnością. Wobec totalnego zakłamania szerzonego w szkołach, na uniwersytetach, politechnikach (np. osiągnięcia Nikoli Tesli) i w mediach, bez przesady można je nazwać „latającym uniwersytetem”. W czasie drugiej wojny światowej nazywano tak tajne nauczanie w Polsce. Nauczyciele, profesorowie przyjmowali potajemnie swoich uczniów, studentów w prywatnych mieszkaniach i prowadzili zajęcia. Młodzi ludzie zdobywali w ten sposób nie tylko matury, ale i wyższe wykształcenie.

Biorąc pod uwagę, że internet jest tak krótko powszechnie dostępny, a mimo to staje się tak szybko głównym, wymykającym się cenzurze źródłem informacji – rządziciele zaczynają bać się o swoje stołki.

Nawet jeśli ACTA lub SOPA nie wejdą teraz w życie, to bardzo szybko pojawi się jakaś nowa cenzorska inicjatywa. Walka o wolność informacji, która to jest gwarantowana we wszystkich konstytucjach, przybiera na sile. Każdy z nas, piszący, komentujący, czytający, rozmawiający ze znajomymi o problemach dzisiejszego świata, jest wartościowym żołnierzem. Elity wiedzą, że nie ma znaczenia, czy to Newa, czy Potomac, czy gdzieś pomiędzy, każdego dnia komuś „otwierają się oczy”. Jest to jedna, z bardzo niewielu ostatnio, pocieszająca informacja.

Nieznani snajperzy i „zmiany reżimów” wspierane przez zachód

Unknown Snipers and Western backed „Regime Change”

http://globalresearch.ca/index.php?context=va&aid=27904 

Autor: Gearóid Ó Colmáin, Global Research, 28 XI 2011 r., tłumaczenie: Ussus

Nieznani snajperzy odgrywają kluczową rolę podczas tzw. „arabskich wiosennych rewolucji”, aliści w mediach głównego nurtu poświęca się im zadziwiająco mało uwagi.

Rosyjski dziennikarz śledczy Mikołaj Starikow napisał książkę w której przedyskutował rolę nieznanych snajperów w destabilizacji państw – celów, w których USA i jego sojusznicy zmieniali panujące reżimy. Artykuł ten jest próbą wyjaśnienia kilku historycznych przykładów tej techniki wraz z ukazaniem tła prowadzonej aktualnie wojny w Syrii przez szwadrony śmierci w służbie zachodniego wywiadu.(1)

Rumunia 1989

W dokumencie Susan Brandstatter ”Checkmate: Strategy of a revolution” [„Szach-mat: Strategia rewolucji”] wyemitowanym w telewizji Arte kilka lat temu, pracownicy zachodniego wywiadu ujawniają jak użyto oddziałów śmierci w celu zdestabilizowania Rumunii i przeciwstawieniu obywateli tego kraju głowie tego państwa Mikołajowi Caucescu.

Film Brandstatter musi obejrzeć każdy, kto interesuje się tym jak zachodnie agencje wywiadowcze, obrońcy praw człowieka oraz korporacje prasowe zmówiły się w celu systematycznego niszczenia krajów, których przywództwo zawadza interesom wielkiego kapitału i wielkiej władzy.

Były tajny agent francuskiego wywiadu DGSE (La Direction generale de la securite exterieure) Dominik Fonvielle szczerze opowiada o roli operacji prowadzonych przez wywiad zachodu w destabilizowaniu Rumunii.

„Jak zorganizować rewolucję? Uważam, że pierwszym krokiem powinno być zlokalizowanie opozycyjnych sił w danym państwie. Wystarczy mieć dobrze rozwinięty wywiad, aby ustalić którzy ludzie są odpowiedni by mieć wpływ na ich działania prowadzące do zdestabilizowania kraju by obalić rządzący reżim.”(2)

Taka rzadka i szczera wypowiedź dotycząca sponsorowania terroryzmu została usprawiedliwiona „większym dobrem” przyniesionym do Rumunii przez wolny rynek i kapitalizm. Według strategów rumuńskiej rewolucji było konieczne by trochę ludzi zmarło.

Dzisiaj Rumunia pozostaje jednym z najbiedniejszych krajów w Europie. Raport EurActiv:

„Większość Rumunów ostatnie dwie dekady kojarzy z nieustannym ubożeniem i obniżaniem standardu życia – donosi Rumuński Instytut Jakości Życia, cytowany przez Financiarul.”(3)

Pracownicy zachodnich wywiadów przepytywani w dokumencie ujawnili również jak zachodnia prasa odegrała kluczową rolę w dezinformacji. Np. ofiary snajperów wspieranych przez zachód fotografowano i prezentowano światu jako dowody szalonego dyktatora, który „zabijał swój naród”.

Do dzisiejszego dnia istnieje muzeum na tyłach ulic Timisoary, które promuje mit „rumuńskiej rewolucji”. Dokument Arte jest rzadkim przykładem kiedy to główne media ujawniają pewne ciemne sprawki zachodnich liberalnych demokracji. Dokument wywołał skandal po emisji we Francji; prestiżowy Le Monde Diplomatique dyskutował o moralnych dylematach zachodu we wspieraniu terroru w celu rozprzestrzeniania „demokracji”. Read the rest of this entry

Korporacje z Wall Street wynajmują oddziały policji Nowego Yorku

Wall Street Corporations Rent Their Own NYPD Unit From The City Of New York

http://www.disinfo.com/2011/10/wall-street-corporations-rent-their-own-nypd-unit-from-the-city-of-new-york/

Posted by Jacob Sloan, 24 X 2011, tłumaczenie: Ussus

Czy wiedziałeś, że za nędzne 37 $/h za jednego funkcjonariusza, możesz wynająć umundurowany na służbę oddział policji miasta Nowy York tak samo łatwo jakbyś zamawiał kanapkę? Ówczesny burmistrz Rudy Giuliani utworzył w 1998 r. Paid Detail Unit i mi. Goldman Sachs oraz giełda nowojorska były ostatnio częstymi klientami tego wydziału policji. Counterpunch ujawnia:

„Paid Detail Unit umożliwia giełdzie nowojorskiej oraz korporacjom z Wall Street, włączając te często oskarżane o przestępstwa kryminalne, wynająć oddział najlepszych policjantów tak łatwo jak zatelefonować po chleb do delikatesów. Korporacje płacą przeciętnie 37 $/h za uzbrojonego, wyposażonego w kajdanki i posiadającego uprawnienia do aresztowania funkcjonariusza policji nowojorskiej.

Miasto otrzymuje 10 % z tychże 37 $. W 2011 r. wpływy z tego tytułu do budżetu miasta szacuje się na 1184000 $ co oznacza, że prywatne korporacje wydały na te cele prawie 12 milionów dolarów. W porównaniu do 2002 r. wpływy z tego źródła zwiększyły się ponad dwukrotnie.

Podatnicy płacą za szkolenie gliniarza do wynajęcia, za jego mundur i broń, ponoszą koszty procesów sądowych związanych z wykonywaniem przez policjantów nielegalnych działań na polecenie korporacji. Mnóstwo procesów sądowych wykwitło po wprowadzeniu projektu.

Kiedy program rozpoczęto po raz pierwszy, wnikliwy funkcjonariusz policji nowojorskiej umieścił taki wpis na forum: ‚… co do funkcjonariuszy pracujących i opłacanych przez kilku najbogatszych ludzi w mieście, a może i na świecie, egzekwujących polecenia prywatnych przedsiębiorców – w efekcie tego funkcjonariusze stają się gwardią pretoriańską elity miasta. I teraz korupcja nie stanowi już problemu. Z kogo oni żartują?’

Znane firmy z Wall Street, które korzystały z Paid Detail to Goldman Sachs, kompleks World Financial Center i giełda nowojorska.”

Więcej możesz przeczytać na Counterpunch.

Szesnaście rzeczy, których Libia już nigdy nie doświadczy…

Sixteen Things Libya Will Never See Again…

http://www.globalresearch.ca/index.php?context=va&aid=27280

by Disinfo.com, Global Research, 25 X 2011, tłumaczenie: Ussus

1. Brak rachunków za prąd; elektryczność jest darmowa dla wszystkich obywateli.

2. Brak oprocentowania pożyczek; banki w Libii są państwowe, a zero procentowe pożyczki są prawnie zagwarantowane dla wszystkich.

3. Posiadanie mieszkania jest w Libii uważane za prawo człowieka.

4. Wszyscy nowożeńcy w Libii otrzymują 60000 dinarów (50000 dolarów amerykańskich) rządowego wsparcia na zakup mieszkania.

5. Edukacja i opieka zdrowotna są bezpłatne. Przed rządami Kadafiego tylko 25 % Libijczyków umiało czytać i pisać. Dziś wskaźnik alfabetyzmu wynosi 83%.

6. Jeśli Libijczycy chcą zostać rolnikami – otrzymują ziemię, budynki gospodarcze, sprzęt, nasiona, żywy inwentarz za darmo.

7. Jeśli Libijczyk nie może znaleźć wsparcia edukacyjnego i medycznego, którego potrzebuje – rząd funduje mu wyjazd zagraniczny i stypendium w wysokości 2300 dolarów amerykańskich na miesiąc w celu zaakomodowania się i na wynajęcie samochodu.

8. Gdy Libijczyk kupuje samochód to rząd dopłaca mu połowę ceny auta.

9. Cena benzyny w Libii wynosi 14 centów amerykańskich za jeden litr.

10. Libia nie ma zagranicznych długów, a jej rezerwy dochodzące do 150 miliardów dolarów amerykańskich zostały zamrożone.

11. Jeśli Libijczyk absolwent nie może znaleźć zatrudnienia po skończeniu edukacji w wyuczonym zawodzie, to jeśli znajdzie inną pracę, państwo będzie płacić mu średnią pensję w wyuczonej profesji dopóki nie znajdzie pracy w swoim zawodzie.

12. Każda porcja sprzedanej benzyny jest bezpośrednio dotowana na konta bankowe Libijczyków.

13. Becikowe wynosi 5000 dolarów amerykańskich.

14. Czterdzieści bochenków chleba kosztuje w Libii 15 centów amerykańskich.

15. Jedna czwarta Libijczyków posiada uniwersyteckie wykształcenie.

16. Kadafi zorganizował największy na świecie projekt irygacji – Great Manmade River (Wielka Ludzką Ręką Uczynioną Rzekę) – w celu zapewnienia dostaw wody pustynnemu krajowi.

Pieniądze i polityka

Polska solidarna, Polska liberalna, zdradzeni o świcie, afera gruntowa, afera hazardowa, pusta lodówka, podatek liniowy, OFE, dziura budżetowa – ze wszystkich mediodajni – telawizji, radia, gazet – sączą się nieustannie wiadomości polityczne. Jednak ogromna większość tych informacji ma tyle wspólnego z polityką co zeszłoroczny śnieg. Dlaczego? Cóż to jest polityka? Najprościej mówiąc jest to sztuka rządzenia. Truizmem będzie twierdzenie, że dobry polityk dba o dobro wyborców, dobro państwa, narodu itd. Mendia nie ukazują polityki ani polityków. A czemuż to? A temuż, że w mendiach widzimy coś innego. Ale o tym niżej. Read the rest of this entry

%d blogerów lubi to: