Monthly Archives: Styczeń 2012

Sąd Najwyższy zdecydował, że Kongres może „re-copyrightować” dzieła z domeny publicznej

Supreme Court Rules Congress May ‘Re-Copyright’ Public Domain Works

http://www.disinfo.com/2012/01/supreme-court-rules-congress-may-re-copyright-public-domain-works/

Autor:  Jacob Sloan, Disinfo.com, 23 I 2012 r., przekład: Ussus

Biblia łacińska z 1407 r. Już niedługo trójki chłopsko-robotniczo-żołnierskie zrobią porządek z kapłanami bezwstydnie piracącymi Pismo Święte po kościołach.

Dekady lub stulecia po tym jak twórca przeniósł się do innego świata, obraz, film, literatura może pozostać „chroniona” prawami autorskimi, być może na zawsze – orzekł Sąd Najwyższy. Ars Technica donosi:

„Kongres może przejąć książki, utwory muzyczne i inne prace z domeny publicznej, które mogą być swobodnie wykorzystywane, i ponownie nadać im status ‚copyright’, orzekł w środę Sąd Najwyższy. W orzeczeniu 6-2, sąd orzekł, że materiały wchodzące do domeny publicznej nie wchodzą do ‚obszaru którego nie mogą opuścić’.

Sąd decydował na wniosek grupy dyrygentów orkiestr, edukatorów, wykonawców, wydawców i filmowych archiwistów, którzy wołali o sprawiedliwość – o przywrócenie nadanych praw przeciwko grupom, które wykorzystują zarobkowo dzieła z domeny publicznej.

Twierdzą oni, że ponowne nadawanie praw autorskich dziełom do których takie prawa wygasły, utrudni korzystanie z nich tym, którzy robią to bez potrzeby licencji. Istnieją miliony takich dzieł. Niektóre są dobrze znane jak np. ‚Things to come’ H. G. Wallsa, ‚Metropolis’ Fritza Langa, czy kompozycje muzyczne Igora Fiodorowicza Strawińskiego.”

Reklamy

ACTA nad Wisłą

Za kilka dni rządziciele nad Wisłą najprawdopodobniej podpiszą ACTA. Politycy w naszym kraju aż przebierają do tego nogami – tak są pozytywnie nastawieni wobec różnych cenzorskich zamierzeń. Wbrew bowiem obiegowym opiniom nie są aż tacy durni za jakich uchodzą (każdy lubi trochę na nich popsioczyć, to jak element savoir vivre; ale i tak potem wielu leci do urn). Sama durnota, nawet jak najbardziej poważna, nie wystarczyłaby do zrujnowania tak zasobnego kraju jak Polska i uczynienia z niego pustyni bez rolnictwa, przemysłu, bez niczego. „Polscy” prezydenci, premierzy, ministrowie, posłowie… bardzo dobrze wiedzą, że:

  • W Polsce internet jest powszechnie dostępny dopiero od 6 – 7 lat. Powszechny dostęp oznacza mniej więcej to, że zwykły obywatel, który może pomarzyć o zarabianiu średniej krajowej pensji, może pozwolić sobie na zainstalowanie łącza stałego. Kilka lat temu mógł korzystać jedynie z połączenia modemowego – astronomicznie drogiego dostępu do internetu (młodsi pewnie już nie wiedzą, że kosztowało to tyle co telefoniczna rozmowa lokalna według stawki operatora).
  • Popularność i zaufanie do mediów tradycyjnych spada na łeb, na szyję. Tylko w sondażach partie cieszą się „zaufaniem” wyborców. Politycy wiedzą, że udział w nich bierze tylko żelazny elektorat (każdej partii), a większość odkłada słuchawkę gdy zorientuje się o co chodzi. Wielu ludzi ogląda wiadomości w telewizorni już tylko z przyzwyczajenia i dlatego, że nie wie gdzie szukać uczciwej informacji (cokolwiek wpiszą w googla to wyskoczy im wikipedia). W internecie, w taki lub inny sposób, można znaleźć też lepszą, ciekawszą rozrywkę niż w tradycyjnej mediodajni. Łączy się to także ze spadkiem wpływów z reklam (media państwowe chcą bronić swojej pozycji) – próbuje się więc temu zapobiegać poprzez krępowanie internetu.
  • „Alternatywny” internet – blogi i serwisy internetowe uczciwie przedstawiające problemy polityczne, społeczne, ekonomiczne cieszą się coraz większą popularnością. Wobec totalnego zakłamania szerzonego w szkołach, na uniwersytetach, politechnikach (np. osiągnięcia Nikoli Tesli) i w mediach, bez przesady można je nazwać „latającym uniwersytetem”. W czasie drugiej wojny światowej nazywano tak tajne nauczanie w Polsce. Nauczyciele, profesorowie przyjmowali potajemnie swoich uczniów, studentów w prywatnych mieszkaniach i prowadzili zajęcia. Młodzi ludzie zdobywali w ten sposób nie tylko matury, ale i wyższe wykształcenie.

Biorąc pod uwagę, że internet jest tak krótko powszechnie dostępny, a mimo to staje się tak szybko głównym, wymykającym się cenzurze źródłem informacji – rządziciele zaczynają bać się o swoje stołki.

Nawet jeśli ACTA lub SOPA nie wejdą teraz w życie, to bardzo szybko pojawi się jakaś nowa cenzorska inicjatywa. Walka o wolność informacji, która to jest gwarantowana we wszystkich konstytucjach, przybiera na sile. Każdy z nas, piszący, komentujący, czytający, rozmawiający ze znajomymi o problemach dzisiejszego świata, jest wartościowym żołnierzem. Elity wiedzą, że nie ma znaczenia, czy to Newa, czy Potomac, czy gdzieś pomiędzy, każdego dnia komuś „otwierają się oczy”. Jest to jedna, z bardzo niewielu ostatnio, pocieszająca informacja.

Wojenne machiny: Blackwater, Monsanto i Bill Gates

Machines of War: Blackwater, Monsanto, and Bill Gates

http://english.pravda.ru/business/companies/14-10-2010/115363-machines_of_war_blackwater_monsanto_billgates-0/

Autor: Silvia Ribeiro, 14 X 2010 r., przekład: Ussus

13 X 2003 r. Paul Bremer, "namiestnik" Iraku, w otoczeniu "pracowników" Blackwater. Najwyżsi urzędnicy ds. okupacji zawsze korzystają z ochrony najemników.

Raport Jeremy’ego Scahill’a (Blackwater’s Black Ops, 9/15/2010) ujawnił, że największa armia najemników na świecie, Blackwater (teraz nazywająca się Xe Services) została potajemnie sprzedana międzynarodowemu koncernowi Monsanto. Blackwater zmieniło nazwę w 2009 r. po tym jak stało się „sławne” z licznych nadużyć popełnionych w Iraku, włączając w nie masakry cywili. Pozostaje jednak największym kontrahentem amerykańskiego Departamentu Stanu, jego „służbą bezpieczeństwa”; umożliwia dogodne praktykowanie państwowego terroryzmu poprzez możliwość zaprzeczania jego istnieniu.

Wielu wojskowych i byłych oficerów CIA pracuje dla Blackwater lub innych powiązanych firm, utworzonych w celu odwracania uwagi od jego złej reputacji oraz zwiększania wpływów z niecnych usług poczynając od informacji, wywiadu i infiltracji, a kończąc na politycznym lobbingu i szkoleniu paramilitarnym – usług świadczonych dla innych rządów, banków i międzynarodowych korporacji. Według Scahill’a międzynarodowy biznes, z korporacjami takimi jak Mosnsanto, Chevron i gigantami finansowymi jak Barclays, Deutsche Bank, jest kierowany przez dwie spółki będące w posiadaniu Erika Prince’a, właściciela Blackwater: Total Intelligence Solutions oraz Terrorism Research Center. Tacy udziałowcy i dyrektorzy są w posiadaniu Blackwater.

Jednym z nich jest Cofer Black, znany z brutalności, jeden z dyrektorów CIA. Nawiązał kontakty z Monsanto w 2008 r. jako dyrektor Total Intelligence. Podpisał kontrakt na szpiegowanie oraz infiltrowanie organizacji chroniących prawa zwierząt, anty GMO, oraz skupiających się na innych niecnych poczynaniach biotechnologicznych gigantów.

Kevin Wilson kierownik Monsanto odmówił Scahill’owi komentarza, jednak później potwierdził w The Nation, że wynajął Total Intelligence w 2008 i 2009 r. jedynie w celu prześledzenia „publicznych rewelacji rynkowych” rywali Monsanto. Powiedział również, że Total Intelligence „było zupełnie innym bytem niż Blackwater”. Read the rest of this entry

Hymn państwowy – „Mazurek Dąbrowskiego” – polska pieśń patriotyczna?

Jan Henryk Dąbrowski - generał, mason, duchowy ojciec francuskiej Legii Cudzoziemskiej.

Na mocy rozporządzenia ministra wyznań religijnych i oświecenia publicznego „Mazurek” został uznany oficjalnie za hymn państwowy w 1926 r. Kolejnym ciekawym aktem prawnym jest „Ustawa o godle, barwach i hymnie Rzeczypospolitej Polskiej oraz o pieczęciach państwowych” z dnia 31 I 1980 r., która ustanawiała „Mazurka” hymnem państwowym, czyli „Pieśń Legionów”(1) była także hymnem państwowym PRLu!

Polski hymn państwowy uroczyście śpiewany jest na wielu uroczystościach. Rozpoczęcie roku szkolnego, jego zakończenie, święta państwowe, marsze, pochody itd. nie obyłyby się bez hymnu państwowego. No właśnie państwowego, a nie narodowego! A jakie państwo jest… nie każdy widzi. I tutaj pojawia się pytanie, czy hymn państwowy, „Mazurek Dąbrowskiego”, jest pieśnią patriotyczną?

Osoby dramatu, czyli: „Po owocach ich poznacie” (Mt.7:16)

Generał Jan Henryk Dąbrowski był twórcą Legionów Polskich utworzonych we Włoszech. Masoński serwis „Wirtualny Wschód Wolnomularski” podaje, że był masonem(2) i rzeczywiście nie tylko źródła masońskie to potwierdzają. Kościół zawsze potępiał masonerię, wolnomularstwo. Już papież Klemens XII w 1738 r. w bulli „In eminenti” zakazał jakichkolwiek kontaktów z masonerią.(3) Równało się to z tym, że jeśli ktoś zostawał masonem ipso facto popadał pod ekskomunikę – sam wykluczał się z Kościoła. Apostata bohaterem katolickich Polaków?

A czym były Legiony Polskie i jakie owoce wydały? Najlepiej będzie porównać je do francuskiej Legii Cudzoziemskiej. LC utworzono w 1831 r. w celu obrony francuskich posiadłości kolonialnych w Afryce (tak dla ścisłości to LC kupiono od Hiszpanów). Istniał jednak jeszcze inny ważny motyw, którego próżno szukać w podręcznikach. Otóż chodziło o pozbycie się kłopotliwego bardzo elementu, który rozprzestrzenił się we Francji – przeróżnych „bojowników o wolność”, pożytecznych idiotów, których cześć stanowili także Polacy. Chcą walczyć? Niech walczą! Generała Dąbrowskiego należy więc uważać za prekursora – twórcę Legii Cudzoziemskiej.

Legiony Polskie stanowiły posiłkową armię francusko – napoleońską. Utworzone dzięki porozumieniu generała Dąbrowskiego z Dyrektoriatem (Dyrektoriat – banda skorumpowanych złodziei grabiących Francję, rząd „francuski”). Brały udział w wielu operacjach – walczyły z Włochami z różnych ówczesnych republik, także z Państwem Kościelnym, z Prusakami, Austriakami Rosjanami, Hiszpanami, a na koniec… z murzynami z Santo Domingo. Tzn. z murzynami walczyli ci, którzy mieli szczęście/nieszczęście przeżyć te wszystkie boje. Tak to w imię szczytnego hasła „Za wolność waszą i naszą” dzielni polscy żołnierze walczyli z narodami Europy. I nikomu do głowy nie przyjdzie, że Włosi, Hiszpanie i murzyni tylko bronili się przed żądnym władzy Napoleonem i jego panami… Read the rest of this entry